09.23.06
Just because someone opposes US government policy…
We’ve heard a lot about anyone who disagrees with the current administration’s policy in Iraq or on the war on terror, or even disputes their facts or questions them, would be suffering from moral or intellectual confusion. ”Are you anti-American ?” Just because someone opposes US government policy does not mean they oppose the American people. The term “anti-American” as well as “anti-Semitic” is being used to suppress legitimate criticism and dissent in the same way tyrants throughout history have done so (and so whittled away democracy). The same principals was used by war machine of Hitler and Stalin. The criticism of the state action, is used to associate it with the people , their country, their culture. Then you get that blind , unconditional support of general population, for often criminal action of the government, but in the people’s minds the cause is noble. The great disservice is the creation of the idea that if you disagree with the people that are in, you’re somehow, you don’t love your country and you can’t be trusted to defend it.
Watch video http//www.zspit.com/video/chomsky_on_sobject_of_anti.swf
09.17.06
Washington Post headline on Aug. 5, 1964
“American Planes Hit North Vietnam After Second Attack on Our Destroyers; Move Taken to Halt New Aggression”, announced a Washington Post headline on Aug. 5, 1964.
That same day, the front page of the New York Times reported: “President Johnson has ordered retaliatory action against gunboats and ‘certain supporting facilities in North Vietnam’ after renewed attacks against American destroyers in the Gulf of Tonkin.”
But there was no “second attack” by North Vietnam — no “renewed attacks against American destroyers.” By reporting official claims as absolute truths, American journalism opened the floodgates for the bloody Vietnam War.
A pattern took hold: continuous government lies passed on by pliant mass media…leading to over 50,000 American deaths and millions of Vietnamese casualties.
The official story was that North Vietnamese torpedo boats launched an “unprovoked attack” against a U.S. destroyer on “routine patrol” in the Tonkin Gulf on Aug. 2 — and that North Vietnamese PT boats followed up with a “deliberate attack” on a pair of U.S. ships two days later.
The truth was very different.
Rather than being on a routine patrol Aug. 2, the U.S. destroyer Maddox was actually engaged in aggressive intelligence-gathering maneuvers — in sync with coordinated attacks on North Vietnam by the South Vietnamese navy and the Laotian air force.
“The day before, two attacks on North Vietnam…had taken place,” writes scholar Daniel C. Hallin. Those assaults were “part of a campaign of increasing military pressure on the North that the United States had been pursuing since early 1964.”
On the night of Aug. 4, the Pentagon proclaimed that a second attack by North Vietnamese PT boats had occurred earlier that day in the Tonkin Gulf — a report cited by President Johnson as he went on national TV that evening to announce a momentous escalation in the war: air strikes against North Vietnam.
But Johnson ordered U.S. bombers to “retaliate” for a North Vietnamese torpedo attack that never happened.
Prior to the U.S. air strikes, top officials in Washington had reason to doubt that any Aug. 4 attack by North Vietnam had occurred. Cables from the U.S. task force commander in the Tonkin Gulf, Captain John J. Herrick, referred to “freak weather effects,” “almost total darkness” and an “overeager sonarman” who “was hearing ship’s own propeller beat.”
One of the Navy pilots flying overhead that night was squadron commander James Stockdale, who gained fame later as a POW and then Ross Perot’s vice presidential candidate. “I had the best seat in the house to watch that event,” recalled Stockdale a few years ago, “and our destroyers were just shooting at phantom targets — there were no PT boats there…. There was nothing there but black water and American fire power.”
In 1965, Lyndon Johnson commented: “For all I know, our Navy was shooting at whales out there.”
But Johnson’s deceitful speech of Aug. 4, 1964, won accolades from editorial writers. The president, proclaimed the New York Times, “went to the American people last night with the somber facts.” The Los Angeles Times urged Americans to “face the fact that the Communists, by their attack on American vessels in international waters, have themselves escalated the hostilities.”
An exhaustive new book, The War Within: America’s Battle Over Vietnam, begins with a dramatic account of the Tonkin Gulf incidents. In an interview, author Tom Wells told us that American media “described the air strikes that Johnson launched in response as merely `tit for tat’ — when in reality they reflected plans the administration had already drawn up for gradually increasing its overt military pressure against the North.”
Why such inaccurate news coverage? Wells points to the media’s “almost exclusive reliance on U.S. government officials as sources of information” — as well as “reluctance to question official pronouncements on ‘national security issues.’”
Daniel Hallin’s classic book The “Uncensored War” observes that journalists had “a great deal of information available which contradicted the official account [of Tonkin Gulf events]; it simply wasn’t used. The day before the first incident, Hanoi had protested the attacks on its territory by Laotian aircraft and South Vietnamese gunboats.”
What’s more, “It was generally known…that `covert’ operations against North Vietnam, carried out by South Vietnamese forces with U.S. support and direction, had been going on for some time.”
In the absence of independent journalism, the Gulf of Tonkin Resolution — the closest thing there ever was to a declaration of war against North Vietnam — sailed through Congress on Aug. 7. (Two courageous senators, Wayne Morse of Oregon and Ernest Gruening of Alaska, provided the only “no” votes.) The resolution authorized the president “to take all necessary measures to repel any armed attack against the forces of the United States and to prevent further aggression.”
The rest is tragic history.
Nearly three decades later, during the Gulf War, columnist Sydney Schanberg warned journalists not to forget “our unquestioning chorus of agreeability when Lyndon Johnson bamboozled us with his fabrication of the Gulf of Tonkin incident.”
Schanberg blamed not only the press but also “the apparent amnesia of the wider American public.”
And he added: “We Americans are the ultimate innocents. We are forever desperate to believe that this time the government is telling us the truth.”
09.10.06
Moja racja jest “najmojsza” !
Narzucanie komukolwiek swojego stylu bycia najczęściej przynosi opłakane, jeśli nie tragiczne skutki. Zaobserwować to można bardzo łatwo w eksporcie amerykańskiej demokracji w Iraku. Ci ludzie walczą poprostu z amerykańską, nieporządaną obecnoscią w ich kraju. Nie ma znaczenia że Sadam był taki czy inny, był jednym z nich. Amerykanie natomiast (mam tu na myśli wojsko i amerykańską administrację) są traktowani poprostu tak jak każdy inny okupant.
Innym przykładem są środowiska religijne. Bez względu na to które, nauczają że wszystkie inne są w błędzie a oni sami są na właściwej drodze. Tak jest z chrześcijaństwem, takie stanowisko zdecydowanie zajmują muzułmanie jak równiez judeizm nie wybija się z szeregu. Fakt że pomijam tu inne religie świadczy tylko o tym ze te inne nie daja o sobie znać tak bardzo, jak robia to w/w w postaci niekończących się wojen. Problem polega na tym że nie zajmują się naprawdę własnym życiem a w większości pouczają siebie nawzajem. Problemmatyczne jest jeszcze bardziej kiedy wychodzą ze swojego własnego środowiska i pod różnego rodzaju pozorami, zaczynają esportować swój jedyny, właściwy sposób myślenia innym, ktorzy tak naprawdę tego sobie nie życzą.

Pouczanie stanowi jedną z głównych ról jaką sobie przybrał kościół, jako jego prawo o stanowieniu o życiu człowieka. Przykładem niech będzie fakt że to oni pouczaja rodzinę jak powinna żyć, nie mając zielonego pojęcia, żadnego doświadczenia w tej kwestii. Oni nie mają swoich rodzin, a ich mądrości oparte są na źrodłach literackich minionych stuleci, przynajmniej tak twierdzą. Jeżeli jednak zaglębić się w te i inne źrodła, jak rownież przyjrzeć się bliżej ich sposóbom postępowamia, ich moralność nie wygląda “najciekawiej”. Ależ…. Oni przecież twierdzą że zdobywanie informacji na naszą, własna rękę jest niewłasciwe, a czasem nawet jest grzechem. Nie tylko nie maja do prawa do pouczania, ale również myślę że jest to pewien rodzaj perwersji moralnej. Inni, najczęściej starsi, a dla mnie zupełnie nie na miejscu kiedy są to mężczyźni, chcą stanowić o prawie kobiety w kwestii aborcji. Nigdy w takich sytuacjach nie brane jest pod uwagę co kobieta ma do powiedzenia na ten temat. Nie oznacza to że jestem za czy przeciw aborcji. Dokładnie oznacza to, że tego typu sprawę od a do z, powinny rozwiązać kobiety.
Innym przykładem pouczania jest postawa polityków, którzy zamiast zajmować się ekonomią, budowaniem systemu socjalno-bytowego danego spoleczeństwa, prześcigają sie w przeróżnych absurdach tylko po żeby odwrócić uwagę od braku ideologii swojego politykierstwa. Czesto twierdzi się że wyższe wykształcenie jest podstawą do zajmowania stanowiska w rządzie. Wielokrotnie jednak można zaobserwować że ich polityczne szkoły wyzwalają ich z poczucia odpowiedzialnosci za ich czyny. Wyzwalają w nich najgorszy rodzaj cwaniactwa, pazerność oraz brak wrazliwości na cierpienie innych. Wykształcenie nie wszystkim dodaje intelektu, wręcz przeciwnie, ludzie ci stają się odporni na krytykę oraz wmawiaja sobie ze są lepsi niż wszyscy inni. Ponieważ zajmują takie czy inne stanowisko, doznają przeświadczenia że ich prawem jest narzucanie całemu społeczeństwu ich sposobu myślenia, oczekując podporządkowania się a jeżeli nie to używaja „prawa” do usuwania opozycji o swojej racji.
Bobby Kennedy Jr. on US election froud
Bobby Kennedy, co-host of “Ring of Fire” on Air America Radio, addresses issues of election fraud, his article in Rolling Stone Magazine, and Democrats failing to denounce the Iraq war at their own peril.

09.06.06
Zastanawiam się, dlaczego czułem się zagubiony…
Począwszy od lat po pierwszej wojnie, tworzy się klimat, który trudno dzisiaj zrozumieć i powstaje pytanie, czy w ogóle można go zrozumieć. Oto co pisze Ernst Jünger urodzony w roku 1895, uczestnik obydwu wojen:
Zastanawiam się, dlaczego czułem się zagubiony, osłabiony, moralnie zmiażdzony po pierwszej wojnie, bez porównania bardziej niż po drugiej, mimo że katastrofa była wtedy stokrotnie większa. Otóż dlatego że owa pierwsza ugodziła w nasze najgłębsze podkłady, w sam fundamęnt naszego dotychczasowego świata. Decydowały o tym nie fakty, nie ofiary, nie przesunięcia polityczne, ale nagła zmiana atmosfery, coś podobnego, co następuje w tropikach przy trzęsieniu ziemi. Pojawiają się sygnaly, znaki, objawy niby przy ciężkiej chronicznej chorobie, raz są silniejsze, to znowu przyczajone, ale znikają. Jest to wrażenie zacieśniania się, duszenia, rosnących trudności w oddychaniu, powiększającego się osaczenia. Niepokój, jakby było się przestępcą albo zwierzęciem zapędzonym w kąt bez wyjścia, kimś niezorientowanym, którego okłamują i pogrążają jacyś nieuchwytni oszuści… . … Druga wojna ze Stalinem i Oswięcimiem, o ile przecież straszniejsza ! – była, w porównaniu do tamtego stanu, już tylko rzeczywistością.
Junger stara się opisać szok: skończył się nagle ów wspanialy wiek XIX i zaczęła się niespowdziewana, nieprzewidywana, niezrozumiała permanentna katastrofa… trwała, ciągnęła się, rozwijała i na prożno wyglądało się jej końca.”
Poula Mousseta pisze : głupota, absurdy, szaleństwa gromadziły się do tego stopnia że narosło w nas przekonanie, że celem naszych czasów jest śmierć w mundurze…
Jest to niepokój, którego końca nie widać, bez celu, bez znaczenia, bez możliwości, by się wywinąć, który staje się stałym towarzyszem, stanowi nieunknioną, niejako naturalną częśc owczesnej egzystęncji…
Nigdy jeszcze „Ludzie dobrej woli” tak wielu mężczyn nie rozstało się ze swoimi rodzinami, aby przystapic do wzajemnego zabijania się, miliony przeciw milionom… Jej potworny paradoks polegał na tym, że starły się dwie kolosalne armie, wyposażone w broń wowczas najbardziej nowoczesną, z zamiarem, by jak najprędzej skonczyć walkę, po czym okazało się że nie są zdolne ruszyć z miejsca. Przeciwnicy zasypywali się pociskami, w skutek czego ginęło ok 5500 żołierzy dziennie. Jedynym celem bylo mordować tak, by po tamtej stronie zostalo jak namniej ludzi… Ranni z rozerwanym brzuchem podtrzymujacy obydwiema rękami wylewajace się wnętrzności, roztrzaskane kości sterczące z rozdartego ciała, przerwane arterie które nagle tryskają krwią pod sufit, mózg calkowicie na wierzchu, twarze z całkowicie oberwaną dolną szczęką, puste orbity oczu, skóra wisząca niby szmata, obydwie dłonie obcięte przy nadgarstkach… …dookoła nie ma już gruntu, są tylko trupy… …potwornie dławiacy zaduch rozkladających się zwłok… … smród kału wydzielajacego się z rozluznionej kiszki stolcowej w chwili śmierci, olbrzymie, spasione szczury były jedynymi zwycięzcami pod Verdun… … trupy im nie wystarczały, zabierały więc do konających, zdumiewalo przy tym że zaczynaly od gryzienia im nosów…
Dlaczego wojna ?
Bohater cyklu Romainsa pisze : NIE MA NIC, CO BYLOBY WARTE tego, co dzieje się w okopach. Jak na razie wojna ma tylko jeden resultat niewątpliwy: Wyjątkowa okazja dla wyzyskiwaczy, nikczemność tych na tyłach, którzy uważają że jest normalnie, że bronimy ich brudnego małego życia, ich wrednych interesikow, ich zgniłych kombinacyjek. Ale najbardziej oburza mnie GŁUPOTA rynsztokowa tych „ideologów”, tego stada mądrzących się, którzy ryczą na temat racji wojny, jej podłego celu, jej załganej wzniosłości. Oni – pisze – dwadzieścia kilometrow dalej żyli jak zawsze, pili czystą wodę i wino, mogli wystawić nos na zewnątrz, nie ryzykujac życiem i nie musieli oddychać własnym kałem jak my, obowiazani srać na miejscu.
Powyższe fragmenty pochodzą z „Pamiętnika Orchidei” , Zygmunta Kalużyńskiego, jego własnych refleksji na temat życia, wojny, religii oraz polityki ubiegłego oraz bieżacego stulecia. Powrócę tu do pierwszego zdania: „klimat który trudno wtedy trudno było zrozumieć i czy w ogóle można go zrozumieć”. Jestem pewien że wielu z nas przeżyło czy przeżywa obecnie, uczucie beznadziejności, bezcelowości, frustracji oraz zawodu jaki przyniosł nam poczatek obecnego stulecia . Myślę że zrozumieć owczesny klimat potrafią Ci którzy noszą w sobie pewien rodzaj wrażliwości na ludzką krzywdę, jaka dzieje się w dzisiejszych czasach. Moje osobiste odczucia względem „wznioslej polityki”, religijnej demagogii, wojny, oraz innych zagadnień poruszanych w książce, są dosyć zbliżone do autora ”Pamiętnika Orchidei”. Większość ludzi naszej cywilizacji nie zdaje sobie sprawy z horroru jaki wywołuje wojna. Swiadomość ta przychodzi wtedy, kiedy jest już za późno… Inni, którzy przewodzą narodom w taki czy inny sposób, nie odkryją tego uczucia nigdy, ponieważ oni „dowądzą” i nigdy nie staną twarzą w twarz ze śmiercią. Tak naprawdę myślę że są zwyklymi tchórzami, posługujacymi się tylko innymi ludźmi by wylewali za nich krew. Najlepszym dowodem tego, jest „administracja Busha” która to w imię „demokracji”, dokonała masakry ludności w Iraku i Afganistanie, przywódcy Israela, ktorego większość obywateli nie popiera mordów jakie dokonują na Palestyńczykach a obecnie w Libanie. W gruncie rzeczy są to Ci sami którzy wysłali na zatracenie amerykańskich żolnierzy do Vietnamu, Korei i ciągle wzbudzaja konflikty gdzie tylko mogą zarobić $$$ . Wywołując podziały społeczeństw w przeróżne sposoby, dokonuja masowych mordów, sprytnie „usuwają” przeciwników politycznych, fałszują lub pomagają w fałszowaniu demokratycznych wyborów, tylko w celu zdobycia władzy i bogactw innych narodów oraz podporzadkowania sobie milionów ludzi pracy.
http://www.youtube.com/watch?v=vazP15Bimro&mode=related&search=
